26 finał WOŚP – co to oznacza dla Ciebie?

Podziel się tym postem ze znajomymi:)

26 finał WOŚP – co to oznacza dla Ciebie? Być może absolutnie nie rusza Cię ta akcja, a być może jest wręcz przeciwnie. Być może wspierasz już Wielką Orkiestrę, a może jest tak, że nie odpowiada Ci Jurek Owsiak. Nie zważam na to jaka partia polityczna jest Tobie bliższa, jakie są Twoje poglądy religijne, co sądzisz o WOŚP. To Twoja sprawa. Jednak zanim zdecydujesz się kwestionować ideę tej akcji, przeczytaj moją historię.

 

Początki WOŚP – czy wiesz, że…?

 

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy została założona przez Jurka Owsiaka w 1993 roku w Warszawie.

 

„Celem Fundacji jest działalność w zakresie ochrony zdrowia, polegająca na ratowaniu życia chorych osób, w szczególności dzieci, i działanie na rzecz poprawy stanu ich zdrowia, jak również na działaniu na rzecz promocji zdrowia i profilaktyki zdrowotnej”. Źródło oficjalna strona WOŚP.

 

Mimo, że wielu z nas kojarzy Orkiestrę jedynie ze styczniowymi finałami, tak naprawdę Fundacja działa przez cały rok! I też do tego gorąco Cię zachęcam: abyś pomagała innym nie tylko raz w roku, ale przez cały czas! Bowiem każdego dnia ktoś potrzebuje naszej pomocy. Niekoniecznie materialnej. Rozejrzyj się dookoła.

 

Moja przygoda z WOŚP

 

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy „grała w moim domu” od zawsze. Pamiętam, że jeszcze jako dziecko byłam z rodzicami na aukcji, na której wylicytowali oni złote serduszko od WOŚP. Pamiętam tę radość w oczach mamy, która z łezką w oku odbierała swoje serduszko. I tu wcale o te serce nie chodziło, a o przeświadczenie, że pieniądze z aukcji przeznaczone są na specjalistyczny sprzęt ratujący życie setkom, jak nie tysiącom noworodków w Polsce.

 

Tak dorastałam w domu, w którym każdy z nas wypowiadał się bardzo pozytywnie na temat Wielkiej Orkiestry i Jurka Owsiaka. Byłam tak zafascynowana całą akcją, że będąc uczennicą gimnazjum postanowiłam, że chcę zostać Wolontariuszką WOŚP. Jak postanowiłam, tak zrobiłam rzecz jasna.

 

26-finał-wośp-co-to-oznacza-dla-ciebie

 

Dostałam plakietkę identyfikującą moją osobę, puszkę w rękę i wraz z koleżanką ruszyłyśmy na podbój mojej miejscowości. Miałyśmy niesłabnący zapał i przeświadczenie, że cała Polska wspiera zbiórkę na ten szczytny cel. Naturalnie, za każdą wrzuconą kwotę darczyńca otrzymywał symboliczną naklejkę w ramach podziękowania za „swój wkład”.

 

Tamtego roku mróz dawał się we znaki nieubłaganie. Pamiętam ten moment kiedy podeszłyśmy z puszką do starszego małżeństwa (pamiętam nawet na jakiej ulicy to się wydarzyło), aby zapytać ich czy chcieliby wesprzeć Wielką Orkiestrę. To, co powiedziała wtedy ta kobieta zbiło mnie z nóg.

― Co? Mam dawać pieniądze temu złodziejowi Owsiakowi? Mowy nie ma! Nic wam nie dam! Wy złodzieje!

 

Starsza Pani dała nam „niezłą szkołę”. Wyzwała i nas i Jurka Owsiaka od złodziei. I nieco zepsuła nasze humory. Mimo, że od tamtego pamiętnego finału WOŚP upłynęło wiele lat, słowa owej Pani brzęczą mi w uszach po dziś dzień. Wyciągnęłam z tej niesympatycznej rozmowy wnioski. Po pierwsze, nie każdy wspiera Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, a po drugie, trzeba robić to, co podpowiada Ci serce i nie oglądać się na ludzi, którzy mają odmienny punkt widzenia. Ich prawo. Święte, w dodatku.

 

Mijały kolejne lata, a ja w każdy finał Wielkiej Orkiestry wspominałam wredną babcię, która dała nam popalić! Mimo, że już nigdy więcej nie zdecydowałam się być Wolontariuszką, i nie zawsze udało mi się być obecną na koncertach organizowanych w moim mieście, to zawsze wrzucałam do puszki symboliczną kwotę. Po co? Bo wiedziałam, że są na tym świecie osoby, które potrzebują specjalistycznego sprzętu, aby móc obudzić się następnego ranka.

 

Pamiętam doskonale 23 finał WOŚP.  Pamiętam, bowiem byłam w ostatnim trymestrze ciąży z moim synkiem. Nie poszliśmy na występy i licytacje przedmiotów, ale pamiętam jak pod wieczór jeździliśmy samochodem po mieście szukając Wolontariuszy. Koniecznie chciałam mieć swój mały wkład w wysokość zebranej kwoty.

 

Niespełna miesiąc później, „13-stego w piątek”, będąc w 38 tygodniu ciąży przestałam czuć ruchy dziecka. Zjadłam coś słodkiego, położyłam się na kanapie, żeby obudzić Maluszka delikatnym uciskaniem brzucha. I nic. Nie czułam żadnych ruchów, mimo że dzień wcześniej tak się wiercił, że śmiałam się, że pcha się na świat. Spojrzałam na narzeczonego i powiedziałam:

—Jedźmy do szpitala. Sprawdzimy, co i jak. Podłączą mnie pod KTG i przynajmniej będziemy spokojni.

 

26-finał-wośp-co-to-oznacza-dla-ciebie

Zdjęcie: Leoś, mój Skarb 

 

Tak też zrobiliśmy. Pojechaliśmy do szpitala. Podłączyli mnie pod KTG, Pani Doktor zrobiła USG. Wszystko wyglądało dobrze. Położne już mnie znały bo w trakcie ciąży byłam w szpitalu dwukrotnie. Jedna z nich wyszła nawet na korytarz, aby poinformować narzeczonego, że wszystko jest w porządku.

 

Po 5 minutach z KTG zaczął wydobywać się dziwny dźwięk. Pytam się więc położnych:

Skończył się papier?

 

Z tego, co pamiętam, nic nie odpowiedziały. Były jednak bardzo opanowane i nie dały po sobie poznać, że coś jest nie tak. Po chwili ponownie pojawiła się Pani Doktor wykonać USG. Jej komunikat był natychmiastowy:

—Zjeżdżamy.

 

Położna zapytała mnie czy coś jadłam i kiedy pokiwałam twierdząco głową kazała mi wypić jakaś magiczną miksturę. Jako, że przyjechałam na kontrolę, a nie do porodu miałam ze sobą wszelkie niezbędne dokumenty, ale „torba do szpitala” została w domu. Przecież miała to być tylko kontrola! Kilka chwil później leżałam już na łóżku ubrana w czerwone szpitalne prześcieradło. Wiedziałam, że poród musi odbyć się cesarskim cięciem.

 

Sala operacyjna w miejskim szpitalu znajduje się na innym piętrze. Do dzisiaj mam przed oczami jak położne biegły pchając szpitalne łóżku. Pędziły tak szybko, że jedna z nich się przewróciła! Obserwowałam lampy na suficie, a po policzkach płynęły mi łzy. Położne krzyczały:

—Oddychaj, oddychaj! Musisz dotlenić dziecko!

 

Kiedy dojechałyśmy na salę operacyjną, drżałam z zimna tak jakbym miała atak padaczki (mimo, że nie cierpię na epilepsję). W wielkim skrócie powiedziano, mi jak to będzie wyglądać i dostałam maseczkę na twarz.

 

Kiedy się wybudziłam, rozejrzałam się wokoło. Nie było mojego dziecka. Obok mnie siedziała Pani Anastezjolog. Zapytałam:

Co z moim dzidziusiem?

— Urodziła Pani Synka.

— Gdzie on jest? Czy ma wszystkie paluszki?

— Nie mogę udzielić Pani więcej informacji.

 

Urwał mi się film. Zasnęłam. Wybudziłam się później, ale niewiele z tego pamiętam. W sobotę rano był obchód. Pani Doktor, która miała akurat dyżur schwyciła mnie za rękę i opowiedziała, co się wydarzyło.

 

Pamiętam jak przez mgłę położną, która przyszła powiadomić mnie, że moje dziecko zostało ochrzczone oraz że muszę złożyć podpis. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy:

— Moje dziecko nie żyje!

 

26-finał-wośp-co-to-oznacza-dla-ciebie

Zdjęcie: Leoś, mój Synek 

 

Położna wyjaśniła mi, że mój Leoś jest w ciężkim stanie. Musi zostać przewieziony do szpitala w Poznaniu, ponieważ Września nie ma takiego sprzętu. I że czekamy na karetkę. I to, że jeśli dziecko urodzone w szpitalu X musi zostać przewiezione do innego, zawsze jest chrzczone.

 

Płakałam. Mój Synek w ciężkim stanie!

—Dlaczego ja? Dlaczego do cholery ja?

 

Nie mogłam wstać z łóżka, aby zobaczyć Leosia. On leżał sam w inkubatorze. Poprosiłam więc narzeczonego, żeby zrobił Synkowi zdjęcie telefonem. Tak bardzo chciałam go zobaczyć i przytulić…

 

Tę część mojej historii znam z relacji narzeczonego i babć Leosia.

Wreszcie przyjechała karetka wyposażona w wysoce specjalistyczne sprzęty. Medycy przenieśli Małego Leonia z inkubatora do ogromnej maszyny, w której jechał do szpitala. Ze względu na m.in.problemy z oddychaniem i sercem proces przeniesienia dziecka z jednej maszyny do drugiej trwał bardzo długo. Synek nie ruszał rączkami i nóżkami jak inne noworodki, a jego skóra była ziemista.

 

W międzyczasie okazało się, że ze mną dzieje się coś niedobrego. Straciłam mnóstwo krwi i niezbędne było przetaczanie… Leżałam na pół przytomna na porodówce, lekarz nie kazał mi zasnąć, a mnie tak bardzo chciało się spać… Były ze mną siostry, które co chwile oklepywały mi policzki, żebym tylko nie zamknęła oczu. Nie miałam na nic siły, a moim jedynym marzeniem było zobaczyć Synka.

 

Po kilkunastu godzinach okazało się, że transfuzja przebiegła pomyślnie. Dostałam informację, że stan zdrowia Leosia się polepszył i najgorsze było za nami. Byłam taka szczęśliwa! Narzeczony jeździł od szpitala do szpitala, opiekując się naszym synkiem i pokazując mi jego zdjęcia i filmiki.

 

Ze względu na transfuzję i wysokie ciśnienie lekarze nie chcieli wypuścić mnie ze szpitala. Wyszłam dopiero na tydzień po porodzie i pojechaliśmy do synka do szpitala.

26-finał-wosp

Nie mogłam się na niego napatrzeć. Był taki malutki, śliczny, niewinny. Na zmianę płakałam i uśmiechałam się, głaszcząc go po buźce. Bałam się jednak wziąć go na ręce, aby nie zrobić mu krzywdy. Kiedy wreszcie się odważyłam, poczułam, że jestem najszczęśliwszą matką na świecie. Po 7 dniach mogłam po raz pierwszy przytulić moje ukochane dziecko!

 

Siedząc w fotelu którąś godzinę z rzędu, tuląc jednocześnie mojego Syna zaczęłam rozglądać się po sali, w której leżał. Było w niej, i na całym oddziale Patologii Noworodka dużo sprzętów medycznych, których nazw nie jestem w stanie nawet wymienić. Ale nie w tym rzecz. Nie pamiętam czy na wszystkich, ale na większości z nich było przyklejone serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jak myślisz, o czym wtedy pomyślałam?

 

Masz rację. O wrednej babci, która nie wierzyła w moc WOŚP. O moim wolontariacie. O moim corocznym wrzucaniu pieniędzy do puszek…

 

Spojrzałam wtedy na Leona i uśmiechnęłam się do niego. Zdałam sobie bowiem sprawę z tego, że dobro wraca z podwójną mocą. Że ta symboliczna kwota wrzucana przeze mnie do puszki przyczyniła się w jakimś stopniu do tego, że teraz moje dziecko żyje.

 

 

26 finał WOŚP – co to oznacza dla Ciebie?

 

Nie interesuje mnie to czy popierasz Owsiaka czy nie. Nie interesują mnie rozgrywki polityczne jakie mają miejsce w naszym kraju. Nie interesuje mnie opinia osób takich jak owa wredna babcia.

 

Najważniejsze jest to, że wiedza lekarzy oraz sprzęt zakupiony przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy uratował wiele istnień. W tym życie mojego dziecka. Mimo, że nigdy nie wątpiłam w WOŚP i nie miałam potrzeby, aby sprawdzać na co idą zebrane pieniądze, na własne oczy widziałam sprzęt, który uratował mojego Synka. Sprzęt z małym, czerwonym serduszkiem.

 

Więc przestań wątpić, tępić, negować! Zacznij doceniać pracę ludzi, którzy pomagają z serca, a nie z wyrachowania. Być może pewnego dnia to właśnie Twoje dziecko będzie wymagało leczenia specjalistycznym sprzętem zakupionym przez WOŚP.

 

 

I Ty możesz pomóc

 

Chciałabyś wesprzeć WOŚP, ale nie miałaś możliwości wrzucić pieniążków do puszki? Nic straconego!

Już drugi rok z rzędu wspieram akcję poprzez możliwość konwersacji ze mną w języku angielskim. Weź udział w licytacji na Allegro. Cała zebrana suma wędruje na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy 🙂 Kliknij w zdjęcie, aby przejść do aukcji:

 

26-finał-wośp

 

 

 

 

 

Podziel się tym postem ze znajomymi:)
  • Ewelino, prawda jest taka, że gdyby nie WOŚP to wyposażenie szpitali byłoby znikome. Całe szczęście, że Wasza historia skończyła się dobrze! Życzę Wam dużo zdrowia i wielu niesamowitych momentów 🙂